My name is Hubert Taler and since 1998 I work in area of software development, software design and SQL programming. For business information, please see my professional profile above.
Personally, I read lots of books, try to find time to play some video games, and I'm a big social media fan.
As you will see from my photos I am also a very happy family man, father of twins.
This page contains links for my various online presences.
Database Developer and Project Leader. Experienced in customer enterprise logic and business logic analysis. Worked in all stages of software project life cycle: from customer needs analysis to post-build maintenance.
I've recently developed my first t Windows 8 and "metro" store apps.
Currently I'm beginning my next large WCF server-side project.
Specialties: Microsoft SQL Server from version 6.5 to 2008 (Transact-SQL, stored procedures, data mining)
.NET 4.0 Framework functionality: Windows Sharepoint Services, Windows Presentation Foundation, Windows Workflow Foundation
Database programming, database design
Software development (.NET 2.0/3.0/3.5/4.0, Centura Team Developer)
Intranet applications
System design, customer needs analysis, functional and technical specifications
Currently we are working on general CRM and PIM application and on some small web-only projects.
SharePoint collaboration solution (currently creating version for SharePoint 2010)
I'm currently working for ObjectConnect in the following areas:
- first SaaS portal in Poland based on SharePoint technology (currently in beta)
- business workflows implementation using .NET Framework 3.0 along with Sharepoint Services and Sharepoint Portal Server
- BCM application for a German company in Hamburg (details available on demand)
- Interactive documentation solution based on Windows Sharepoint Services 3.0 and Windows Workflow Foundation
- SharePoint collaboration solution for T-Systems Germany (currently porting to SharePoint 2010)
I started to work as a software developer in 1998, working on DBFleet application, which was developed together with Carano SE in Berlin. Later on, I moved to more responsible tasks as designing the functionals parts of database and software solutions. The cooperation with Carano was the source of many interesting projects for such customers as Deutsche Bahn, Dekra, VR Leasing or german army fleet services (BWFuhrpark). The main area of industry was the automotive fleet management for large companies.
My tasks, along with current customer's system maintaining, was to develop new functionality and improvements to their applications (such as multi-VAT functionality, EURO currency readiness, etc).
For over two years my job was to lead the software projects. My responsibilities were, among others, customer needs analysis, project architecture design, leading a team of developers and managing the implementation and deployment process.
RT @adrianchm: Memes and winks in #MetroLastLight. No. No, no, no, no, no.
RT @adrianchm: Memes and winks in #MetroLastLight. No. No, no, no, no, no.
Nasza artystka po pierwszym sukcesie :-)
RT @EBookUpdate: Did Samsung Just Give Amazon A Way To Fight Apple?
Netflix says it's dumping Microsoft Silverlight and embracing HTML5, someday "Someday" is not good enough IMO
Microsoft's Windows 8 Plan B: Bring back the Start button, boot to desktop | ZDNet
Bitcoin: Whatever It Is, It's Not Money! - Forbes
RT @namenick: 20 literary t-shirts every book geek will love
Yahoo!
Mam wrażenie, że bank próbuje wyszarpać ode mnie trochę pieniędzy, bo doszli do wniosku, że może mnie stać na więcej, skoro spłacam raty bez problemu.
My 12yr old son has a set number of hours each day he is allowed ‘free time’. As long as he does school, homework, shower, chores etc… his time is his to do as he pleases. What pleases him most is Minecraft. I was thrilled when he started playing it because he quit playing Halo and Call of Duty in order to migrate over to the PC. “You mean you are building something and not shooting someone? Cool!” But that was just the beginning. Then he was learning how to mod, has now gotten into coding java, has made a ton of online friends, knows how to set up his own server, uses drafting tools to recreate something from reality to within the game, makes YouTube videos, and on and on. I am so grateful to the developers of this game. I think addiction to Minecraft is fine as long as there are time limits.
One są oswojone i sympatyczne, ale natury nie da się oszukać. Sam pamiętam sytuację, kiedy kilka lat temu bardzo elegancka pani chciała sobie zrobić zdjęcie z warchlakiem. Locha się zdenerwowała i zaatakowała. Goniła tę kobietę przez pół miasta.
No i stało się, trzeba będzie oficjalnie ubić dogorywającego bloga.
Przez prawie 10 lat pisania w tym miejscu, wiele się zmieniło. W tej chwili blogi, nazwijmy to, personalne, nie mają raczej racji bytu. Pisze się teraz o konkretnych rzeczach i tematach (tzw blogi tematyczne to po prostu czasopisma o określonej tematyce), a na pisanie “internetowych pamiętniczków” ze swoimi przemyśleniami może sobie pozwolić ograniczona liczba ludzi szerzej znanych, z których opinią liczą się odbiorcy.
Z kolei w celu śledzenia wydarzeń, chwilowych zainteresowań, podróży etc internetowych znajomych, skłoniliśmy się w kierunku mediów społecznościowych i to tam (na Facebook czy Twitterze czy Tumblrze) prędzej teraz napiszę, że podobał mi się film, restauracja, czy że jestem na wakacjach.
Blog z całą zawartością (archiwum sięgające 2003 roku) pozostawiam online.
Ta powieść mnie zaskoczyła! Spodziewałem się ramotki, do tego socrealistycznej, a dostałem naprawdę niezłą historię SF. Socjalistyczne akcenty są naprawdę delikatne – ot pasują jak ulał do dzisiejszych lewicujących pisarzy. A pomysły – ci goście wymyślili czytniki e-booków i 3D printing. Serio. Dodatkowo, świat powieści jest pierwowzorem dla takic dzieł jak Non-Stop Briana Aldissa czy serial Battlestar Galactica (zagubiona ludzkość w poszukiwaniu swojej Ziemi).
Przyznam się że książka leży u mnie na półce i nigdy jej nie przeczytałem (mam też pozostałe 2 tomy), skończyłem ją dopiero gdy sięgnąłem po audiobooka.
Wszyscy znamy zjawisko telefonicznego spamu: dzwonią, marudzą, proponują niechciane oferty, do tego zabierają mnóstwo czasu bo czasami nie przechodzą od razu do rzeczy. System automatycznego dzwonienia jaki używają, często powoduje, że po odebraniu słuchasz melodyjki, zanim pan Spamer / pani Spamerka obrobi poprzednią ofiarę i przejdzie do rozmowy z Tobą.
Oto kroki jakie należy wykonać aby się ich pozbyć
Praktycznie nie oglądam telewizji – wyposażony w odtwarzacze, nagrywarki i systemy video on demand nie muszę czekać aż jakiś film pojawi się w TV. Czasami rano włączam jakiś kanał informacyjny, a po południu na chwilę kanał z bajkami dzieciom. Do tego dużo podróżuję służbowo i rzadko włączam hotelowe telewizory. W związku z tym oderwałem się trochę od zjawiska jakim są reklamy telewizyjne. Pobocznym skutkiem tego jest że reklamy w prasie które w Polsce zazwyczaj są nawiązaniem do reklamy telewizyjnej (kampania prowadzona równocześnie w kilku mediach) wydają mi się dziwne i tajemnicze.
W Święta przebywałem w domu wyposażonym wyłącznie w odbiornik kilku kanałów cyfrowej telewizji naziemnej. To co wtedy zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Reklamy tak debilne, że skierowane chyba do ludzi którzy zapomnieli jak się naciska przycisk zmiany kanału na pilocie. Szczególnie zapadła mi w pamięć reklama która mówiła nam: mam piloto, mam laptopo.
Dotychczasz myślałem że reklamy telewizyjne mogę podzielić na 3 kategorie:
Od ostatnich Świąt dodaję kolejną kategorię:
Brawo.
Sztuka, która staje się prawdziwa, przeplata się z życiem, i czasami zagraża artyście, to częsty motyw w książkach Stephena Kinga od niemal 15-tu lat. Obrazy, które stają się rzeczywistością, to przewodni temat powieści Duma Key. Tytułowa Duma Key to fikcyjna wyspa przy wybrzeżu Florydy, gdzie osiedla się główny bohater, przedsiębiorca budowlany, który chce odpocząć i wrócić do siebie po wypadku samochodowym, w wyniku którego stracił rękę i zyskał kłopoty z pamięcią. (Jest to więc jedna z niewielu książek Kinga które nie dzieją się w stanie Maine.) W Duma Key poznaje kilka znaczących dla tej małej społeczności osób oraz historię tego zakątka.
Aby zająć czymś swój czas, zaczyna malować. Z czasem staje się coraz lepszym malarzem. Okazuje się wkrótce że jego malarstwo na Duma Key ma szczególną moc, i szybko zwraca na niego uwagę Zło drzemiące w wodach oceanu. Przypomina ono złe istoty z opowiadań Lovecrafta, w książce nawet pada określenie pradawni bogowie (wiem, często pada ono też z ust Króla Juliana).
Jak ja lubię Kinga gdy pisze o jednym bohaterze, i potrafi nie nudzić przez wieleset stron! Książka jest świetna i naprawdę wciąga – słuchałem jej jako audiobooka czytanego przez Johna Slattery. Dwadzieścia jeden godzin! Ale minęło jak z bicza strzelił. A na początku myślałem: Cóż ciekawego może być w opowieści o gościu bez ręki co maluje obrazy na odludziu?
Kartkowałem też polskie wydanie (Ręka Mistrza) i niestety muszę zauważyć że fajny język oryginału gdzieś się ulotnił – tłumaczenie niestety nie brzmi już tak dobrze. Ale może po prostu podoba mi się sposób czytania Johna Slattery.
No i doczekaliśmy się. Nie tylko podcasty i aplikacje na iOS ale i piosenki można kupować od wczoraj wieczorem w iTunes. Legalnie, normalnie. Nie ma jeszcze tylko seriali i filmów (ale rozumiem że z tym jest trochę więcej kłopotu, jako że muzykę konsumujemy w formie oryginalnej, ale filmy i seriale należy przetworzyć / zakupić napisy etc).
Daje się kupować muzykę (albumy są w różnych cenach, starsze tanio, np. praktycznie cała dyskografia Nirvany czy Radiohead po 4,99, tak samo Red Hot Chili Peppers, nowe albumy 8.99 – 10.99. Piosenki pojedyncze od 0,29 do 1,29. Uwaga nie zawsze cały album jest taniej! Są też teledyski (music videos). Są polscy wykonawcy (sprawdzałem na tyle co znam, i polscy np. Maanam mieli nawet płyty i teledyski do kupienia). Dla mnie bomba.
No i są darmowe i promocyjne albumy, np. teraz jest do pobrania za darmo EP koncertowy Coldplaya.
Niniejszy post powstał na bazie kilku twittów które kiedyś wysłałem. Uznałem że warto je rozwinąć.
Cudak 1: Megalomaniak. W temacie maila zawsze wstawia swoje imię i nazwisko – niezależnie czego dotyczy. Znaczenie pola “Temat:” jest dla niego niejasne. Istnieje mutacja, wstawiająca swoją funkcję lub stanowisko.
Cudak 2: Tematowy nihilista. Zawsze temat zostawia pusty. Często przez to jego maile trafiają do pułapek antyspamowych. Dla niego znaczenie pola “Temat” również jest niejasne.
Cudak 3: Formatowy magik. Zawsze wysyła załączniki w formacie najmniej użytecznym. Prosiłeś o dane do importu? Dostaniesz je w PowerPoint lub jako plik Photoshopa. Prosiłeś o logo? Dostaniesz je wklejone w Worda. Prosiłeś o tekst dokumentu? Nie ma sprawy, już robi screenshoty edytora razem z ramką.
Cudak 4: Tajniak. W mailu nic nie ma – żadnej treści. Jest za to załącznik – dokument Worda w którym jest cała treść maila.
Cudak 5: Retromaniak. Na maila musisz mu oddzwonić. Często wysyła ci dokument z prośbą “proszę wydrukować, podpisać, i przefaksować”. Dobrze że nie doczepić do przelatującego pterodaktyla.
Cudak 6: Schowek nie istnieje. Zasnął na lekcji obsługi komputera w którym mówiono o Ctrl-C. W związku z tym po prośbie o linki przepisuje je na kartkę, a następnie z kartki do maila. “Bo były w innym okienku”.
Cudak 7: ASCII-Artysta. Nie używa polskich znaków w ogóle. Czytanie maili od niego to rozszyfrowywanie wyrażeń typu “Zadam kata na lace” lub “Robie ci laske”.
Cudak 8: Załącznikowiec. “Bawi” cię codziennym przesyłaniem “śmiesznych” lub “inspirujących” filmów lub prezentacji PowerPoint załączanych do maila. W polu adresu widzisz wielu innych nieszczęśników.
Cudak 9: Łańcuszkowicz. Każda bzdura która powstała w czeluściach Internetu zostaje natychmiast przez niego wyłapana i podana dalej. Bill Gates rozdaje laptopy? Forward. Nokie wybuchają? Forward. Dezodoranty powodują raka? Forward…
Cudak 10: Czatowicz. Przedstawiciel pokolenia internautów dla którego mail jest czymś czym dla mnie tabliczki gliniane. W związku z tym nie bardzo rozumie koncepcję nagłówka, podpisu etc. Odpowiada jednozdaniowo, bez wielkiej litery na początku, i bez znaku przestankowego.
Mój ulubiony przykład: Leo Laporte i jego Twit TV. Samodzielnie stworzona telewizja na bazie podcastów które prowadził Leo. Niedawno przenieśli się do nowego, samodzielnie sfinansowanego studia (o kryptonimie TWiT Brick House). Studio wyposażone jest w miejsce dla publiczności, studio motion capture i wiele innych bajerów.
Wreszcie gdy oglądam Twit na telewizorze w salonie (poprzez media streamer WDTV Live), rodzina nie odróżnia tego od “zwykłej” telewizji.
Gdy widzę wiele polskich projektów, będących regularną produkcją telewizyjną publikowaną tylko w Internecie, naprawdę dostrzegam treści dużej jakości, coraz lepiej zrealizowane, i nie odbiegające od produkcji zagranicznych. Nie będę tutaj podawał przykładów, ale spodziewajcie się osobnego wpisu o polskich internetowych kanałach.
Ostatnio wiele osób obszernie krytykuje i dyskutuje przesłanie tzw. filmu promującego polską prezydencję w Europie. Zaiste film to niejasny, a w najlepszym razie mający wątpliwe przesłanie: “furda tam z kryzysem i Grecją, zatańczmy sobie”. Ot, coś jak w bajce La Fontaine’a:
“Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?”
“Śpiewałem sobie.” — “Więc za to
Tańcujże teraz, niebożę!”
Dla mnie był to pretekst to przypomnienia sobie, jak dalece nie rozumiem tego fenomenu fascynacji tańcem i tańczącymi jakiej oddają się szerokie masy. Fascynacja ta trwa już tak długo i nic nie wskazuje aby miała się zakończyć. I mówiąć długo, wcale nie mam na myśli “od czasu pierwszej edycji You can dance”. Przypomnijcie sobie np. książkę Horacego McCoya z 1935 roku “Czyż nie dobija się koni”. Co znajdujemy w tej książce? Niespełnionych celebrities, którzy licząc na karierę w filmie, uczestniczą do upadłego w konkursach tańcowania ku uciesze gawiedzi. Przypomina Wam to coś?
OK, rozumiem, taniec może być przyjemny i satysfakcjonujący estetycznie. Ale żeby uznawać ludzi pląsających do rytmu jako szczególnie utalentowanych, godnych uwagi, i spodziewać się od nich porad “co robić, jak żyć” to już lekka przesada.
Pamiętam moje zaskoczenie gdy widziałem po raz pierwszy jeden z tzw. talent shows – takich do których zgłaszają się ludzie którzy, jak to mówią, mają jakieś talenty. I uwierzcie mi, naprawdę myślałem że choć niektóre z nich będą polegały na umiejętnościach intelektualnych, lub szerokiej wiedzy. Za każdym razem gdy wychodził ktoś na scenę, liczyłem, że zaprezentuje np. umiejętność liczenia w pamięci lub coś w tym stylu. Taki byłem naiwny.
Niestety, każdy i każda z nich zaraz zaczynał (zaczynała) pląsać…
Jak wiadomo, DRM przeszkadza tylko płacącym legalnie klientom – pirat i tak sobie ściągnie lub skopiuje w wygodnym dla siebie formacie.
Ponieważ jestem legalnym i płacącym klientem, muszę dodatkowo marnować czas i/lub wydawać pieniądze na programy pomagające w użytkowaniu legalnie zakupionych plików. Na przykład program do zdejmowania zabezpieczeń z zahasłowanych plików PDF, aby można było je umieścić na Kindle.
Ostatnio postanowiłem poprawić bezpieczeństwo jazdy samochodem, i słuchać książek zakupionych w Audible w samochodzie, zamiast na odtwarzaczu lub iPhonie. Książki Audible są w specjalnym formacie, który oprócz tego że jest zoptymalizowany pod częstotliwość ludzkich głosów, to jest zamknięty – nie można w prosty sposób przerobić książek na nic innego. A ja do samochodu potrzebowałem MP3.
Po dość długich poszukiwaniach odnalazłem program (tylko pod Windows) o wiele mówiącej nazwie DRM Converter. Linka znajdziecie sobie sami po wpisaniu “DRM Converter” w Google. Program niestety jest płatny! No ale cóż się nie robi dla sztuki.
Po odpaleniu okazało się że mogę konwertować 2 książki równocześnie. Konwersja trwa dosyć długo (myślę że 6h książka konwertuje się około 1h). Po konwersji otrzymujemy jeden dłuuugi plik MP3, który oczywiście nie jest zbyt wygodny w użyciu, szczególnie na odtwarzaczu samochodowym.
Uwaga! Program działa tylko na komputerze zarejestrowanym w Audible przy pomocy naszego konta i hasła – używa oficjalnej biblioteki do odtwarzania. Oznacza to że możemy konwertować tylko książki zakupione przez siebie. Program nie łamie zabezpieczeń plików!
Należałoby teraz ten plik jakoś sensownie pociąć. Tutaj zaprzęgłem open – source’owy program mp3splt. Program ten uruchamia się z linii poleceń, i po kilku próbach znalazłem idealne dla mnie ustawienia. Aby pociąć plik MP3 na kawałki o długości około 20 minut, oraz pociąć sensownie (tzn tak aby nie urwać czytającemu lektorowi w połowie słowa, ale przesunąć miejsce cięcia do najbliższej pauzy), należy wydać następujące polecenie:
mp3splt -t 20.00 -a -d katalog_docelowy plik_zrodlowy.mp3
Oczywiście możemy wygenerować sobie dłuższe lub krótsze pliki, ale dla mnie 20 minut jest optymalne. Program mp3splt ma bardzo dużo opcji, ustawić można praktycznie wszystko (np. możemy zadecydować co uznać za ciszę, bądź zaimportować listę miejsc do cięcia z uprzednio przygotowanego pliku).
Życzę udanych konswersji!